Zacznę od tego, że przede wszystkim NIE WARTO czytać wszelakich historii na necie, opisów jak to mnie przkłuwali, ile było krwi, jak bolało, itd, bo to zniechęca. A ból i gojenie to sprawa bardzo indywidualna. Omal nie zrezygnowałam po nocy spędzonej na czytaniu relacji z BME, tyle tam było histerii i katuszy. Także jeśli podoba się ten rodzaj przekłucia - to czemu nie, raz się żyje, wiadome że nie obędzie się bez odrobiny bólu, w końcu jest to podwójne przekłucie dość twardej chrząstki. Ale bez przesady - jeśli wziąć pod uwagę moje oczekiwania i strach, który wywołały histeryczne opowieści o potworności industriala, to tak jakbym wybierała się na drugą wojnę światową, a spotkała 5latka z procą ;) Naprawdę, do przeżycia!
At A Glance Author dandy Contact dandy@bme.anon When Six months ago Artist ? Studio Tat Studio Location Gdańsk Zacznę od tego, że mam kiepskie przejścia z przekłuciem i gojeniem nosa. Niby banalne, ale napotkałam babę o delikatności słonia, zmasakrowała mnie niesamowicie, goiło się strasznie długo, ogólnie dużo bólu i syfienia. Dlatego jak tylko przechodziłam obok studia piercingu dygotałam na sam widok, co mnie pewnie uratowało od strzelenia sobie labreta w wargę czyli tzw. madonny i kilku innych, czego na dłuższą metę bym żałowała. W każdym razie po jakiś dwóch latach od feralnego nosa, zobaczyłam na ulicach jakąś Angielkę czy inną turystkę z długaśną sztangą w poprzek ucha. No i trafiło mnie, wyglądało to cudnie, nigdy czegoś takiego nie widziałam, zwracało dość uwagę - po prostu ideał oryginalnego piercingu. Chodziło to za mną pewien czas, bo zabawa jednak wymagała pewnego nakładu finansowego. Trochę sie wahałam w związku z tą osławioną bolesnością industriala, ale po wizytach w kilku netowych galeriach i zobaczeniu tylu kombinacji, stwierdziłam że basta i muszę zdecydowanie go mieć. Akurat byłam nad morzem, akurat byłam przy kasie, w okolicy znane z profesjonalizmu studio, także niewiele myśląc umówiłam się na następny tydzień. Potem popełniłam zasadniczy błąd zaczytując się w relacjach zbuntowanych 13latek ze Stanów, którym strzeliło do głowy zrobić industrial, a potem płakały jak to krew sika i że goi się niemal latami. Naszpikowana tymi bzdurami, uprzedzona i rozdygotana jak galareta pojechałam do studia. Wcześniej okrągłą dobę myślałam o odwołaniu całej imprezy, ale jedyne co mnie przekonało to wstyd no i fakt że już na zaś pochwaliłam się znajomym że WRESZCIE sobie walnę wymarzony kolczyk. Także nie było odwrotu ;) Z czego zresztą bardzo się cieszę.
Na fotelu siadłam zielona ze strachu, roztelepana i ogólnie kupka nieszczęścia. Typ który mnie przekuwał najpierw ryknął ze śmiechu, potem zrugał mnie że się uprzedziłam głupotami, które każdy może sobie na necie wypisywać, a na koniec zaczął się rozczulać nad moją malutką małżowinką ;> Pogadaliśmy, bardzo na luzie i w porządku, rozluźniłam się trochę, także jak złapał za igłę stwierdziłam, że a niech tam, najwyżej zemdleję, porzygam się, niepotrzebne skreślić. Bardzo delikatnie się zabrał do roboty, powoli i cały czas pytając czy wytrzymuję. Po fakcie zrobiło mi się głupio, że narobiłam niepotrzebnie takiego halo wokół siebie. Pierwsze przekłucie tyle co zapiekło. Drugie nieco gorzej, ale wszystko w granicach przyzwoitości, nawet nie syknęłam. Spodziewałam się morderczych katuszy, a to było tyle co nic! Tak to ja mogę codziennie i o każdej porze. Przełożył sztangę, co było najgorszą częścią operacji, ale tylko dlatego że trwało nieco dłużej niż półsekundowe nakłucie. Krwi troszeczkę, ale jeden zabrudzony wacik to wszystko. Ucho rzecz jasna spuchnięte, czerwone i pulsujące, nie do dotknięcia, no ale tego się spodziewałam. Otrzymałam płyn do przemywania kilka razy dziennie, antybiotyk do smarowania, instrukcję jak się obchodzić, myć, itd. Pożegnałam się i obiecałam rychły come back na inne piercy w uszach. Totalna euforia i fura andrenaliny, baardzo miłe uczucie, dlatego z rozpędu się umówiłam na kolejne piercy, które musiałam niestety odwołać - nie miałabym po prostu spać na którym uchu, a na wznak nie cierpię.
Gojenie tak do końca - u mnie w sumie 4 miesiące. Pierwszy miesiąc najgorszy rzecz jasna, nie ma szans żeby przewrócić się na drugi bok podczas snu. Trochę zabawy z obmywaniem, smarowaniem, uważaniem na wkładanie bluzek, wycieranie włosów, itd. ale kwestia nawyku. Do tej pory uważam choć nie muszę. No i pierwsze 2tyg z tego co pamiętam to nie ma szans na pływanie w jeziorach czy basenach, bo bakterie. Z piciem też pierwsze dni nie bardzo - po alkoholu byle rąbnięcie uchem przypadkiem w np. otwarte drzwi szafki to krwotok nieco obfitszy. Także uważałam, chuchałam i dmuchałam ale w granicach rozsądku, po 2-3 tygodniach znudziło mi się, bo nie bolało, zaczynałam się przewalać z boku na bok bez budzenia, ale w tym wypadku czeka codzienne zmywanie strupków z ropy.
Tak już czysto estetycznie - efekt naprawdę super, w moim otoczeniu nikt nie ma i nie miał takiego kolczyka, co prawda większość skręca się na samą myśl jak to musiało niesamowicie boleć. A wygląda dość spektakularnie, szczególnie gdy po 3 miesiącach można nosić z nakrętkami o niezaokrąglonych krawędziach, czyli np długie spiczaste stożki. Takie przeszyte ucho. Zwraca dość uwagę, ale nie jest to przegięcie jak np. dla mnie przegięte są ogromne tunele, powyciągane wargi, dziesiątki kolczyków. Bardzo proste, ale niezwykłe i robi wrażenie.
Dlatego polecam, naprawdę nie ma co demonizować tego w gruncie rzeczy bezbolesnego (a to w dużej mierze zależy od profesjonalizmu studia! wybierajcie dobrze!) a bardzo efektownego pierca.
pozdrawiam