Rapa-nui, modelina i rozciąganie uszu
At A Glance
Author Ladron del Sur
Contact Ladron del Sur@bme.anon
IAM Ladron Del Sur
When N/A
Artist Myself
Location Warsaw, Poland
Moja przygoda z kolczykami zaczęła się jakoś kilka lat temu. Dokładnie kiedy to było niepamiętam, prawdopodobnie jakoś w pierwszej klasie liceum. Owszem, przyznaję dosyć to póź, ale lepiej póxno niz wcale.

Była jesień (to akurat pamiętam...). Impuls do zrobienia kolczyka był typowy dla zbuntowanego nastolatka, kłótnia z rodzicami :). Wyszedłem z domu i szlajałem się bez celu po mieście, niebardzo wiedząc co zamierzam ze sobą zrobić. Hehe, weim że to brzmi jak straszna dziecinada no lae tak było... nagle trafilem na swej drodze na studio tatuażu i piercingu. Kurde, to jest to! Pomyślałem. Zrobie se kurwa kolczyk!! No i słowa szybko postanowiłem zamienic w czyn. Wszedłem do środka, krótka gadka i siedziałem po chwili na fotelu "operacyjnym". No przyznam że troche się wystraszyłem (miałem niezbyt przyjemne wspomnienia ze szpitala, i nawet do dziś takie sterylne miejsca, z dużą ilością dziwnych narzędzi budzą we mnie...hmm, no może nie lęk, ale powodują że czuję się ciut nieswojo). Zajął się mną jakiś wielki koleś, pierwszą rzecza która rzuciła mi się u niego w oczy, oprócz dziar no i tego że był duży ;) były wielkieee dziury w uszach. Był to pierwszy raz jak spotkałem się z tym niecnym procederem. Koleś wziął markera do ręki i spytał się mnie czy mam zamiar rozszerzać sobie uszy, tak jak on to ma zrobione. popatrzyłem na niego i zdecydowanie powiedziałem NIE. Ok. Koleś załozył mi kolczyk i po kłopocie Niebyło żadnych problemów z gojeniem. Rodzice specjalnie się nie wkurzyli. Z czasem zrobiłem sobie kolejne kolczyki, ogólnie miałem dwa zwykłe lobe w lewym, i jeden w prawym uchu.

Żyłem sobie spokopjnie ze swoimi kolczykami kilka lat. Mego umysłu nie zakłócały jakieś zboczone pomysły rozciągania uszu...

Po jakimś czasie doszedłem do wniosku że w sumie to takie uszy nie są najgorsze, ale żeby samemu takie cos zrobic to ja dziekuje.

Po jeszcze dłuższym czasie, podczas pobytu w Londynie, kupiłem sobie kolczyki, troche szersze niż te które nosiłem do tej pory. Miałem troche problemy z ich włożeniem, ale dla chcącego nic trudnego, i po kilku próbach udało się zainstalować nową biżuterię (tego samego wieczoru się ostro upiłem i zarzygałem londynskie mieszkanie, ale to nieważne :) ).

Z czasem moja świadomośc ulegała zmianie. wiadomo, człoweik dorasta, staje się dojrzalszy i takie tam...no akurat w moim przypadku to staję się głupszy i mniej dojrzały, aczkolwiek niezmienia to faktu że nabrałem przekonania że rozciągnięte uszy to nic zdrożnego i mało tego, doszedłem do wniosku że sam bym takie chciał. No ale na rowni z pragnieniem dużych uszu było pragnienie tatuażu. wygrało to drugie. uszy na jakiś czs odeszły w niepamięć. Aż do czasu...

Wszystko zmieniło się gdy poszedłem na studia. Jako że interesowałem się kolczykowaniem, tatuażami i wogóle taki róznymi neo-plemiennymi rzeczami postanowiłem pójść na etnologię, gdyż jak mniemałem, kierunek ten jako jedyny może mieć cokolwiek wspólnego z mymi zainteresowaniami. No i się nie pomyliłem. Już na pierwszych zajęciach z etnografi Australi i oceanii, profesor Bęben, wybitny znawca przedmiotu, notabene ksiądz, opowiadał o rytualach inicjacyjnych w kul;turach australi i oceani, wsród ktorych były tatuaze bliznowe u aborygenów, MOKO u Maorysów albo...rozciąganie uszu u mieszkańców Rapa-Nui czyli Wysp Wielkanocnych.

Następnego dnia wybrałem się do biblioteki uniwersyteckiej (mają tam najlepsze bezpłatne kible w warszawie:) i zajebisty ogrod na dachu, zajebiscie mozna sie tam zmelanżowac, tylko na ochrone trzeba uważać) w poszukiwaniu adekwatnej literatury. Wypożyczyłem jakąś książkę, tytułu niestety niepamiętam...

Pewnego razu na imprezie u kolegow anarchistów poznałem jednego typa. W sumie moge własnioe jego uznac za glownego winnego tego co teraz dzieje się z moimi uszami. Typ był właśnie w trakcie rozszerzania uszu. Długo gadaliśmy na ten temat... No i się kurwa wciągnąłem w ten szit. Wrociłem do domu i zacząłem majstrowac przy uchu. na początek wziąłem się za prawe uchu... Wsadziłem sobie do niego drugi kolczyk. Poszło zupełnie bezboleśnie. wsadziłem jeszcze jeden. tym razem trochę bolało. Po tygodniu wsadziłem jeszcze jedno kółko, a po 1,5 tygodnia byłem posiadaczem swojego pierwszego tunelu własnej roboty o srednicy chyba 4mm :) potem kolega (tak, tak. ten sam zły kolega) powiedział mi ze dobrze sie rozszerza uszy przy uzyciu modeliny. nalezy ulepić stożek o żadanej średnicy, zagotować go i "rozszerzacz" gotowy. i nie trzeba wydawac na zawodowy sprzęt z wildcata, hehe polak potrafi ;) W ten sposob dociągnąłem swoje ucho do 6mm i postanowiłem zając sie lewym.

Z tym bło już nieco gorzej. Za cholerę nie mogłem wsadzić drugiego kolczyka do dziury. W koncu znowu zastosowałem patent z modeliną. Zrobiłem przyrząd o odpowiedniej srednicy, obficie nasmarowałem tribioticiem, zacisnąłem zęby i po chwili bólu miałem 2mm dziurę. Potem zdobyłem od kolegi (znowu ta sama łajza)Kolczyk o srednicy 3mm, tez troche bolało ale weszło.I to narazie było by na tyle. W prawym uchu mam 6, no moze 6,5mm. W lewym uchu 3mm. Zamierzam ostatecznie mieć w obu po 10mm. Muwie sobie że więcej niema bata. Ale biorąc pod uwage fakt że jeszcze nie tak dawno byłem przeciwnikiem rozciągania uszu, a teraz stoję po drugiej stronie barykady, to kto wie jak to się skonczy. Po prostu biorę etnologię za bardzo do siebie hehe


Disclaimer: The experience above was submitted by a BME reader and has not
been edited. We can not guarantee that the experience is accurate, truthful,
or contains valid or even safe advice. We strongly urge you to use BME and
other resources to educate yourself so you can make safe informed decisions.


Return to Ear / Lobe, stretched